Avengers: Infinity War i 10 bardzo (nie)poważnych faktów na temat Nieskończonej Wojny (spoilery)


Chyba wszyscy fani Marvela odliczali dni do premiery trzeciej części Avengersów. I po nadejściu tego dnia chyba wszyscy wyszli z kina z jednym z dwóch stanów i żaden z nich nie był Sebastianem Stanem: a) płacząc b) przeklinając. Zdarzało się też combo łączące obie reakcje.
Film ten wyczyniał z naszymi sercami okrutne rzeczy i mimo wielu powstających rozpaczliwie teorii wskazujących na happy end za rok i sięganiu po komiksy, trauma pozostanie.

Zebrałam więc 10 zaskoczeń, ciekawostek i bardzo niepoważnych faktów na temat Infinity War, które przyszły mi do głowy podczas seansu. Jednocześnie wypieram myśl, że mogłyby okazać się nieprawdziwe. Zróbcie to ze mną. Wspólnie przekonajmy braci Russo, Hiddlestona, Parkera naszą podświadomość, że nic się nie stało i wszyscy będziemy szczęśliwi.
Warning: mniejsze i większe spoilery czyhają na każdym kroku.

1. Film otwiera głos przekazujący sygnał SOS. Czyta go Kenneth Branagh, nasze szekspirowskie "cudowne dziecko" brytyjskiej sceny. Bo tak. 

2. Wojna bez granic korzysta z okazji spotkania wielu obcych sobie postaci i skupia się na relacjach między nimi. Nacisk położono tu na Thanosa z córką, ale także dwójkę o podobnym poziomie ego i pewności siebie - Iron Manie i Doktorze Strange'u. Wszystko dlatego, że obaj są Sherlockami, dzięki czemu stanowią niemal jeden umysł. Oraz po to, by spełnić marzenie fandomów.


3. Ilość ujęć na Benedicta Cumberbatcha wynika jeszcze z jednego powodu. Film nagrano specjalistycznym sprzętem, kamerami dostosowanymi do prezentowania go w kinach IMAX. I to wszystko właśnie przez Cumberbatcha. Stwierdzono, że kości policzkowe Benedicta będą najlepiej prezentującym się trójwymiarowym elementem.

4. Za to za mało zbliżeń otrzymała broda Kapitana Ameryki. Wzorował się na koledze po fachu, czy też nie, ale broda jest. I ona też dobrze wygląda na dużym ekranie w 3D.



5. Thanos okazał się specyficzną postacią. Tak dobrze zarysowaną psychologicznie, że możemy wtopić się w jego umysł i wytłumaczyć sobie każdy pojedynczy gest i działanie. Gdy okazało się, że musi poświęcić coś, co kocha, od razu wiedziałam, co się stanie. Kilkoro z widzów w kinie zaśmiało się wtedy podobnie jak Gamora, bo hej, jak ta istota z brodą zajmującą połowę twarzy może kogoś kochać? A mnie po prostu wcisnęło wtedy w fotel.

6. Na koniec filmu okazuje się, że nie tylko my jesteśmy w rozsypce. Haha. Ha. Nie. Nie da się z tego śmiać. Wciąż nie rozumiem, dlaczego twórcy nam to zrobili. I to już od pierwszych minut, jeszcze zanim pojawił się tytuł, już musieli nas dźgnąć w serce. LOKI! A zakończenie jest jednym z największych cliffhangerów w historii kina.

7. Warto wsłuchać się w słowa Doktora. Istniały miliony scenariuszy, jeden zwycięski, i tak ma być. W kolejnej części pewnie okaże się, że a) czas zostanie cofnięty, b) wszyscy rozsypani bohaterowie znajdują się w jakiejś innej rzeczywistości, z której istnieje droga powrotna (czy Strange coś przekombinował w swoim kamyczku, zanim go oddał?), c) cały oglądany film dział się w głowie Doktora, w jego wyobraźni, gdy próbował wybrać najlepsze wyjście z sytuacji, a kolejną część rozpoczną słowa "ok, w tej wersji planu zginiemy, zróbmy inaczej". Mam też dużo innych teorii, łącznie z napadem UFO. Wszystko, byle tylko to się nie zdarzyło naprawdę. Jeden pomysł dotyczy nawet ukrywającego się gdzieś Ant-mana. LOKI!


8. Podejrzewam, że jakby akcja dalej się nie potoczyła, Loki jest definitywnie martwy. Teraz już na amen. Czy w filmie z Cumberbatchem zawsze musi zginąć ten z lekka psychopatyczny ktoś, kogo - mimo specyficznego charakteru - tak uwielbiamy? Jak nie Moriarty, to Loki. Skandal!

9. Zrozumiałam, dlaczego na video z Comic Con wszyscy byli tak zaskoczeni, gdy zobaczyli Hiddlestona. Też bym była, gdyby koleś ZNOWU zmartwychwstał. Albo chociaż strzeliłabym go w twarz za to, że zgodził się na taki scenariusz. A tak serio, to Comic Con odbył się wcześniej, jeszcze przed premierą filmu. Więc Tom mógł sobie pozwolić na takie zabawy. Gdyby ludzie byli już po seansie, to ktoś na pewno by mu przyłożył. Albo chociaż padł na kolana z płaczem. No proszę Was, oni go nawet nie wkleili na oficjalny plakat! 



10. Ciekawa jestem gaży. Ile zarobili aktorzy, skoro twórcy musieli upchnąć ich masę w ciągu dwóch godzin, przez co niektórzy z nich otrzymali wyjątkowo krótki czas antenowy. LOKI! Człowiek przyszedł, powiedział dwa zdania i umarł. I tak jest z większością postaci. Idę poszperać po internecie w poszukiwaniu ich zarobków.

P.S. Dubbing jest kiepski. Nie należę do osób, które traktują podkładanie głosów jako zło największe, czasem nawet lubię zapoznać się z taką wersją i przyzwyczaiłam się do wyłapania głosów ulubionych aktorów dubbingowych. Ale z Marvelem ciągle mam taki problem, że dobrane głosy nigdy nie pasują mi do postaci. Nigdy. Nie wiem, jak to się dzieje. Tu nawet płaczliwe pożegnanie Parkera Was nie ruszy.

Pamiętaj, że na tej stronie teksty powstają z przymrużeniem wybrednego i marudnego oka.


Share this:

Prześlij komentarz

 
Copyright © Kulturalnie Wybredna Maruda. Designed by OddThemes