< error >, czyli jak Gemina nie zrobiła na mnie wrażenia mimo miłości do Illuminae [opinia]

Gemina

<ładowanie opinii>
scr %progress[[  10%
<ładowanie opinii>
scr %progress[[  30%
<ładowanie pozytywnej opinii>
<błąd>
<błąd>
<błąd>

To będzie trudny do napisania tekst. Bo... Nie wiem. Serio, nie wiem. Fakt, czytałam Geminę w niezbyt odpowiednim do tego momencie, przez co miałam ogromne problemy, by się skupić i wciągnąć w fabułę, w efekcie czego męczyłam ją przez jakieś 2 tygodnie. Ale czy to na pewno tylko tego wina?


<enter>
<ładowanie akapitu>

Pamiętam, że bardzo obawiałam się sięgnięcia po Illuminae. Kosmos? Międzygalaktyczne korporacje? Blurby autorów, których książki mi się nie podobały? Nawet jeśli ten niepociągający mnie temat miał być skierowany do młodzieży, nie byłam przekonana, czy nie wyrzucę pieniędzy w błoto. Niespodziewanie okazało się, że Illuminae było jedną z lepszych książek, jakie miałam okazję przeczytać w 2017 roku, a może i w ogóle w ciągu mojego małego, krótkiego życia. Z jednej strony nie mogłam doczekać się kolejnego tomu i niecierpliwie tuptałam nóżkami w miejscu na samą myśl o jego wydaniu, a z drugiej bałam się go – w końcu to nowi bohaterowie i niemal nowa historia, w którą wcale nie musiałam się wciągnąć. Po zapoznaniu się z Geminą doszłam jednak do wniosku, że to, czym zauroczyła mnie ta seria, to jej format i styl, a nie stricte fabuła.

<link> <link> SPRAWDŹ TAKŻE: Co znajdziesz w Illuminae? Video

Gemina cytat
W Illuminae zakochałam się ze względu na tę niepowtarzalną formę. Kluczowym słowem jest tu "niepowtarzalną". Oryginalną. Problem w tym, że gdy stykam się z nią po raz drugi, ta nie wydaje się już aż tak niepowtarzalna. Gdy rok temu zaskoczył mnie brak narracji i zastąpienie jej przez pięknie przygotowane graficznie dokumenty, wydruki z komputera, skany, screeny z komunikatorów czy stron internetowych, tak teraz, w Geminie, dostajemy... dokładnie to samo. No, może z drobnym urozmaiceniem w postaci ilustrowanych stron w dzienniku, coś na kształt bullet journali, których jestem ogromną fanką – i te fragmenty przeglądałam z uśmiechem na ustach. Plus kilka stron, w których zauważałam mrugniecie oka autorów, np. gdy wśród wymienionych ofiar znalazło się wiele nazwisk autorów książek i, jak mniemam, ich znajomych. Nie ma to jak umrzeć w książce, ciekawe czy zapytali o pozwolenie na uśmiercenie takiej na przykład Bardugo. Reszta jednak już mnie nie zaskoczyła, ponieważ wiedziałam, czego się spodziewać. Oczywiście wiadomo, że ciężko byłoby autorom nagle zmienić format i, tym samym, zburzyć całą strukturę serii. Prawdopodobnie to też uważałabym za wadę, bo halo, przecież było tak fajnie, czemu znowu kombinujecie, czemu zmieniacie, teraz wszystko straciło sens. Jednak dzięki temu odkryłam, że to w pomyśle na realizację tej historii się zakochałam, a nie w fabule. 

<error>
<co ty gadasz>

Bo przyznam, że fabuła w tomie drugim jeszcze mniej do mnie przemówiła; jest o wiele bardziej związana z elementami sci-fi, korporacjami i zyskami, które może osiągnąć dana firma, tym kto dla kogo pracuje i co oznacza jaki rozkaz. W Illuminae wydało mi się to wszystko mniej chaotyczne, natomiast tutaj, przez nawarstwienie dużej ilości akcji i wprowadzenie mnóstwa nowych bohaterów, czułam się z lekka zagubiona we wszystkich wydarzeniach. To moment, w którym jestem wdzięczna sama sobie egoistka, że prowadzę BuJo i podczas lektury zapisuję co ważniejsze fakty i, przede wszystkim, nazwiska i role bohaterów.
Kiedy nastąpił moment, że format już mnie nie zaskoczył, z samej historii nie potrafiłam czerpać przyjemności, a i obracaniem książki do góry nogami czułam się zmęczona, w związku z czym nie polecam zabierania jej do miejsc publicznych. Przewracałam kolejne strony i czekałam na fascynujący rysunek, na kolejną plamę krwi w dzienniku, którą mogłabym zinterpretować (chociaż to też powtórka z rozrywki, więc znowu domyśliłam się, co może oznaczać) oraz na jakiś niewiarygodny plot twist. Ten faktycznie nastąpił, jednak przez dużą liczbę postaci oraz brak mojego zaangażowania w historię, nie do końca zrobił on na mnie wrażenie. Gdyby nie BuJo, prawdopodobnie nawet nie zorientowałabym się, co jest nie tak. Natomiast kolejny zwrot akcji ponownie był kalką z Illuminae, co bardzo zmartwiło moje małe, zakochane w Kristoffie serduszko.

<skanowanie>
<błąd>
<nie wykryto serca w tej wybrednej i marudnej jednostce>
<błąd>

Gemina wnętrze

Owszem, przenosimy się na inny statek kosmiczny i towarzyszymy innym bohaterom niż w Illuminae, co nie znaczy, że Geminę można czytać jako odrębną powieść – to wciąż jest ciągłość zdarzeń,  jesteśmy jakieś 5 minut po wydarzeniach z poprzedniego tomu, do tego powróci kilka znanych nam już postaci. Tym razem po wydarzeniach oprowadzi nas nastoletni damsko-męski duet z ciętymi językami, z których każde ma swoje życie i oprócz dogryzania nic ich już/jeszcze nie łączy. Zauważyliście? Dokładnie, to samo gdzieś już widziałam. Może podobieństwa między postaciami z Illuminae nie widać na pierwszy rzut oka, ale jeśli zechcemy ich opisać, różnice nie będą zbyt znaczące. Może to chęć powtórzenia sukcesu, jakim okazało się rozpoczęcie tej serii? Któż wie, jednak dziwi mnie, że na Goodreads ocena tej powieści jest wyższa niż w wypadku Illuminae. I tego nie do końca rozumiem. Coś jest ze mną ewidentnie nie teges.

Żadnej samodzielnej książki Amie Kaufman do tej pory nie czytałam, natomiast Jay Kristoff znany jest z tego, że uwielbia wyrządzać czytelnikom ból i dostarczać im cierpienia, czasem też wyprowadzać w pole i nabijać w butelkę. Podobno nawet tu, na jednej ze stron, pod kodem zero-jedynkowym, ukrył jakieś konkretne treści. I faktycznie w tym duecie robią kawał dobrej roboty – nietuzinkowej literatury skierowanej do młodzieży dostarczającej rozrywki i poruszającej szare komórki. Problem polega jedynie na tym, że dokładnie to samo zaserwowali nam w pierwszym tomie. I ok, emocje ważna rzecz, chciałabym czuć to samo zafascynowanie, które towarzyszyło mi przy Illuminae. Jednocześnie jednak wolałabym, by wszelkie emocje, zaskoczenia i hiperwentylacja pojawiały się z innych powodów, niż działo się to rok temu. Drodzy Amie i Jayu, proszę, byście w Obsidio znowu mnie zaskoczyli, znowu zrobili na mnie ogromne wrażenie, ale uczyńcie to innymi wydarzeniami i zdaniami, niż do tej pory, tak abym nie była w stanie przewidzieć całej fabuły tylko dlatego, że przeczytałam Illuminae i Geminę. Z góry dziękuję.

<error>
<loading 47&53##4$>
<e
rror
>
<czyszczę dane>

Gemina podsumowanie


Strona GłównaInstagramYouTubeLubimyCzytaćGoodreadsFacebookTVSeriesFilmewebGrupa WybredniakiGrupa uMUSICALnieni


Share this:

2 komentarze :

  1. Nie czytałam "Illuminae", bo nie byłam przekonana czy ten dziwny format do mnie trafi, ale kiedy Moondrive zaczął akcję z "Geminą", niemal dałam się porwać tłumowi i PRAWIE kupiłam obie książki :D Teraz w sumie nie żałuję, że tego nie zrobiłam, bo coś czuję, że czułabym podobne rozczarowanie. Tak to niestety jest, gdy zaczyna się serię z przytupem. Ciężko potem dogodzić takim marudom :D ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ba :) Chociaż pierwszy tom naprawdę dał mi mnóstwo frajdy. Jak trójeczka też będzie średnia, to w mojej głowie ta seria pozostanie jednotomówką :)

      Usuń

 
Copyright © Kulturalnie Wybredna Maruda. Designed by OddThemes