Wyloguj swój mózg - o ile to możliwe / o technologii i książce Andersa Hansena


Nawet, gdybym była stuprocentowo przekonana o szkodliwym wpływie technologii na nasze życie, trudno byłoby mi się całkowicie od niej odciąć. Wszyscy wokół starają się za pośrednictwem techniki ułatwić nam życie i faktycznie, jeżeli można rozliczyć PIT przez Internet, zamiast stać cały dzień w kolejce, to dla wielu jest to zaoszczędzony czas, a dla niepełnosprawnych być może jedyna możliwość spełnienia obywatelskiego obowiązku. Jednocześnie nagle okazuje się, że z ów technologii zrezygnować nie da się nawet dobrowolnie, na jeden dzień, bo wielu koniecznych do funkcjonowania czynności, przez te ułatwienia, nie możemy już wykonać bez użycia komputera czy smartfona. O uzależnieniach od gier i nerwowemu spoglądaniu na facebookowe powiadomienia co dziesięć minut nie wspominając. A więc jak zadbać o swój mózg w dobie nowych technologii?

Nie wiem, czy zdajecie sobie z tego sprawę, ale nad tworzeniem reklam, stron internetowych czy aplikacji często pracują nie tylko informatycy, ale i psycholodzy. To właśnie osoby najlepiej zaznajomione ze sposobem funkcjonowania ludzkiego mózgu podejmują najbardziej efektywne działania z zakresu reklamy i marketingu, niejednokrotnie tworząc treści wykorzystując furtki w umyśle, z których istnienia nie zdajemy sobie sprawy. To, że Facebook hamuje część powiadomień, by aktywować je stopniowo, nie jest przypadkowe. Podobnie jak czas oczekiwania na uruchomienie Twittera, idealnie wymierzony, by uruchomić odpowiednią część naszego mózgu. A nie zastanawiało Was nigdy, dlaczego odświeżanie Snapchata przypomina grę na jednorękim bandycie?


Tych ciekawostek dowiedziałam się czytając książkę "Wyloguj swój mózg" (Anders Hansen, Wydawnictwo Znak). Autor, szwedzki psychiatra, dzieli się w niej swoją wiedzą i doświadczeniami z pacjentami, skupiając się na zmianach, jakie zachodzą w naszym społeczeństwie na wskutek wszechobecnej i wciąż rozwijającej się technologii. Robi to starając się unikać, na ile to możliwe, naukowego języka, który dla wielu wydałby się bełkotem, zamiast tego poszukując porównań czy odniesień do naszego codziennego życia, by czytelnikowi łatwiej było zrozumieć funkcjonowanie naszego mózgu. Oprócz wyjaśnienia zagrywek, jakich używają twórcy różnych aplikacji i podkreślenia irytacji, jaką odczuwamy, gdy stracimy z oczu nasz telefon komórkowy (niczym uzależniony), autor opowiada także o tym, jak szybko zmienia się nasz świat oraz że organizm ludzki nie miał czasu się do tego przystosować. Wciąż rządzą nim emocje i zwyczaje naszych przodków, natomiast współczesne życie wygląda już na tyle inaczej, że działania, które setki lat temu pomagały nam przetrwać, teraz wręcz nas krzywdzą, chociażby doprowadzając do depresji. To także wątek powstawania rasizmu i zaniku empatii, stopniowych zmian w standardach piękna czy presji bycia na bieżąco ze wszystkimi informacjami (FOMO). To odpowiedź na pytanie, dlaczego na brak serduszek na instagramie reagujemy tak samo, jak nasi przodkowie na widok lwa. Przekonamy się również, że wielozadaniowość, do której wielu z nas dąży i która wydaje się wręcz niezbędna do funkcjonowania w dzisiejszym cyfrowym świecie, wbrew pozorom nie przynosi nam zbyt wiele pożytku, wpływając negatywnie na pamięć czy koncentrację, w efekcie czego pracę wykonujemy gorzej lub dłużej.


Myślę, że "Wyloguj swój mózg" trafi bardziej do osób, które wcześniej nie interesowały się manipulacją człowiekiem przez media, psychologią i marketingiem, które nigdy nad tym nie myślały i, być może, nie wierzą w to wszystko, o czym wspomniałam wyżej i chcą mieć wstęp do tematu – może nawet trochę bardziej "popularno-" niż "naukowy". Poszczególne wątki są potraktowane dość pobieżnie, jednak wystarczająco, by zainteresować i zachęcić czytelnika do ewentualnego pogłębienia wiedzy w bardziej zaawansowanej i profesjonalnej literaturze lub w badaniach naukowych. Szkoda jedynie, że przytaczając poszczególne wyniki badań i eksperymenty, autor nie zdecydował się na bezpośrednie odnośniki. Na koniec książki umieszczono bibliografię, jednak, nie oszukujmy się, z tej długiej listy nie będzie łatwo odnaleźć ten jeden, konkretny tytuł, z którego prawdopodobnie będzie pochodził interesujący nas opis badania.